Hektor Werios profesjonalny fotograf, fotografia reklamowa, fotografia ślubna i zdjęcia plenerowe, fotograf na wesele

Aktualności - wywiady, opisy i inne :)

Crazy People (Warszawa)

Joanna Morea – śpiew, flet, saksofony
Jarek Małys – klawisze
Andrzej Zielak – kontrabas
Grzegorz Grzyb – perkusja

w składzie rozbudowanym:
Dymitr Markiewicz – puzon
Paweł Tartanus – banjo, gitara
Robert Majewski – trąbka
Zbigniew Namysłowski – saksofony
Urszula Dudziak - śpiew

To formacja powstała z najwyższej klasy muzyków jazzowych. Nowy projekt Joanny Morea to w większości autorskie kompozycje napisane do tekstów Marka Gaszyńskiego oraz Joanny utrzymane w szlachetnym stylu muzyki swingowej jak również przepojone bluesową nutą oraz zgrabnie zaaranżowane jazzowe piosenki amerykańskie z początku stulecia. Język polski w piosenkach swingowych to nie lada wyzwanie, którego podejmuje się Joanna.
Crazy People to najnowsza płyta Joanny składająca się z 12 – stu kompozycji w stylistyce jazzowej. Na nadchodzącej debiutanckiej płycie oprócz wspaniałych muzyków występują również czołowi artyści sceny jazzowej – Robert Majewski – trąbka, Zbigniew Namysłowski – saksofon altowy, Urszula Dudziak – wokal.

zdjęcie - Hektor Werios  Photo and Directed by Hktor Werios

 

Photo and Directed by Hektor Werios

Na płycie znalazło się 13 utworów, w tym dwie wersje kompozycji "Crazy People" The Boswell Sisters z 1932 roku. Gościnnie na albumie wystąpili: Urszula Dudziak, Zbigniew Namysłowski, Robert Majewski a teksty do trzech piosenek napisał Marek Gaszyński. Joanna Morea tak opowiada o "Crazy People": "Album jest pewną układanką, mozaiką muzyczną, zbiorem przeżyć i sympatii muzycznych. W warstwie tekstowej i muzycznej zawarte są zarówno doznania z moich licznych podróży („Wakacje w Bangkoku”, „Tropikalny Raj”), jak też przeżycia czysto ludzkie („10 gorzkich łez”) i kobiece emocje ("Kobieta Casanovy”). Są też na tej płycie teksty, którymi zostałam obdarowana przez Marka Gaszyńskiego i Magdę Bargiełowską, a które są o mnie i takimi je wykorzystałam w moich piosenkach („Jazzowe nutki”, "Wolność osobista”, "Nie teraz”). Moje fascynacje muzyczne to jazz tradycyjny i swing. To wypadkowe mojej przygody muzycznej, którą rozpoczęłam kilka lat temu współpracując z takimi zespołami jak: Ragtime Jazz Band, Malmo Jazz Kings oraz z tak uznanymi postaciami tego gatunku jak: Mietek Mazur, Dymitr Markiewicz, Wojtek Kamiński czy też Dan Levinson. Dziś fascynuje mnie swing, jutro może sięgnę do innej stylistyki. Zarejestrowanie płyty to jak wykonanie fotografii, na której świat zastyga na wieki. To uchwycenie chwili muzycznej i pozostawienie jej dla potomnych na przykład moich dzieci. Taki był cel, bo przecież wszystko jest zmienne, a w obecnych czasach przemiany następują w zastraszającym tempie". Joanna Morea to absolwentka Królewskiego Konserwatorium w Brukseli na wydziale jazzu i muzyki rozrywkowej, klasy fletu oraz aranżacji i kompozycji. Koncertowała w Belgii (m.in Middleheim Jazz Festival in Antwerp, Belgium w Marie Schneider Orchestra, jeden z najbardziej liczących się festiwali w Belgii), Holandii, Niemczech, Anglii a obecnie, po wieloletniej przerwie, nie tylko macierzyńskiej, ponownie w Polsce. Aktualnie współpracuje z wieloma muzykami i formacjami muzycznymi m.in z Trio Wojtka Kamińskiego, Five O'Clock Orchestra, Happy Play Dixieland Band, Ragtime Duo, Markiem Shepherdem. Nagrała i wydała płytę "Śpiewniki Joanki", na którą składają się kompozycje przygotowane dla jej bliźniaków - Nel i Tymonka. Jest również autorką muzyki do płyty "Będę Mamą" - z muzyką relaksacyjną dla kobiet w ciąży. Aktualnie jest pedagogiem, poza tym koncertuje i nagrywa pierwszą autorską płytę z muzyką funkowo-jazzo

Mieczysław Szcześniak, Krzysztof Herdzin, Hektor Werios, Joanna Nordyńska, Adam Synyszyn.

Zdjęcia - Hektor Werios

25.08.2015, Premiera płyty "Songs From Yesterday” Mieczysław Szcześniak & Krzysztof Herdzin 16.10.2015 !!! Mieczysław Szcześniak i Krzysztof Herdzin wspólnie stworzyli wyjątkową płytę.  Muzycy zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko decydując się na utwory z repertuaru największych: Johna Lennona, Marvina Gaye’a czy Steviego Wondera. Na płycie znalazły się zarówno przeboje-sztandary, takie jak „Satisfaction”, „Yesterday” i „Tears In Heaven”, ale również piosenki dużo mniej oczywiste, których odkrywanie sprawia wielką przyjemność. Wykonania duetu Szcześniak-Herdzin często dalece odbiegają od oryginałów, ale za każdym razem do historii muzyki popularnej odnoszą się z wielkim szacunkiem. Płyta „Songs From Yesterday” to z jednej strony hołd złożony wykonawcom światowego formatu, z drugiej spotkanie dwóch znakomitych artystów, którym muzyka daje ogromną radość.

Zdjęcia - Hektor Werios     Photo and Directed by Hktor Werios

Album „Songs From Yesterday” uzyskał status Złotej Płyty! Wspólny projekt Mieczysława Szcześniaka i Krzysztofa Herdzina to jazzowy hołd oddany artystom takim jak John Lennon, Eric Clapton, David Bowie, czy Stevie Wonder. Ten pierwszy zaśpiewał doskonale jak zawsze, ten drugi jest autorem stylowych i bezpretensjonalnych aranżacji. Muzycy zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, decydując się – zarówno na przeboje-sztandary („Satisfaction”, „Yesterday”, czy „Tears In Heaven”), jak i na piosenki dużo mniej oczywiste, których odkrywanie sprawia wielką przyjemność („Ribbon In The Sky”, „Alfie”, „My Cherie Amour”). Album miał premierę pod koniec 2015 roku i zebrał wiele przychylnych recenzji. Mieczysław Szcześniak i Krzysztof Herdzin stworzyli wspólnie wyjątkowy projekt z serii "Great American Songbook". Ten pierwszy zaśpiewał doskonale jak zawsze, ten drugi jest autorem stylowych i bezpretensjonalnych aranżacji. Muzycy zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko decydując się na utwory z repertuaru największych: Johna Lennona, Marvina Gaye'a czy Stevie Wondera. Wydawnictwo promują: "This Is Not America" w oryginale wykonane przez Davida Bowiego i Pata Metheny oraz "Lovely Day" Billa Withersa i "Tears In Heaven", jak również piosenki dużo mniej oczywiste, których odkrywanie sprawia wielką przyjemność. Na tym polega właśnie geniusz twórców tych numerów - one są ponadczasowe. Zawsze staram się wyciągnąć z kompozycji to, co jest ich istotą, przeżyć wyjątkowe chwile, w których spoglądamy na rzeczy z pozoru malutkie, spowszedniałe - Mieczysław Szcześniak Mieczysław Szcześniak nagrał siedem solowych płyt, na festiwalu w Sopocie zdobył nagrodę Bursztynowego Słowika, odebrał aż trzy Fryderyki. Fani pokochali jego talent, niepowtarzalną barwę głosu i niespotykany wśród polskich solistów feeling. Swoją twórczością reprezentuje to, co w muzyce najbardziej finezyjne i wyszukane. Zrealizowaliśmy ten projekt nie po to, żeby zrobić coś lepiej, ale żeby przefiltrować te legendarne dla nas piosenki przez naszą wrażliwość. Takim, a nie innym wyborem chcieliśmy uniwersalnie potraktować przeszłość. "Songs From Yesterday" to spojrzenie na to, co dla nas było i jest ważne, inspirujące. Sięgnęliśmy po numery, które są kamieniami milowymi muzyki, ale bardzo ważne były też historie, które opowiadają - Krzysztof Herdzin Krzysztof Herdzin z kolei jako jeden z nielicznych artystów z powodzeniem łączy działalność na polu muzyki klasycznej i jazzowej, filmowej oraz pop. Jest pianistą, aranżerem, dyrygentem. W różnych muzycznych rolach pojawił się aż na dwustu płytach, z czego szesnaście pokryło się złotem a trzy platyną. Jest autorem nagrodzonej Oscarem orkiestracji muzyki Jana A.P. Kaczmarka do filmu "Finding Neverland", a także laureatem Fryderyka w kategorii jazzowy kompozytor/aranżer roku. Wybitni muzycy i wielkie przeboje! Mieczysław Szcześniak i Krzysztof Herdzinze swoim zespołem zabiorą nas w podróż do piosenek, które zapisały się w amerykańskiej historii, ale są równie ważne dla współczesnej muzyki. Ten pierwszy zaśpiewał doskonale jak zawsze, a drugi jest autorem stylowych i bezpretensjonalnych aranżacji – o czym można się przekonać na ich płycie„Songs From Yesterday”. Artyści stworzyli wspólnie wyjątkowy projekt z serii Great American Songbook. Muzycy zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, decydując się na utwory z repertuaru największych: Johna Lennona, Marvina Gaye’a, Stevie Wonderaczy Paula McCartney’a. W trakcie koncertu usłyszymy takie przeboje jak chociażby This Is Not America, w oryginale wykonany przez Davida Bowiego iPata Metheny, oraz Tears In Heaven Erica Claptona. Mieczysława Szcześniaka kojarzymy przede wszystkim z takim słowami jak pop, funk, soul, gospel. Na swoim koncie ma siedem solowych płyt i wiele nagród, w tym: Bursztynowy Słowik na Festiwalu w Sopocie i trzy Fryderyki. Fani pokochali jego talent, niepowtarzalną barwę głosu i niespotykany wśród polskich solistów feeling. Swoją twórczością reprezentuje to, co w muzyce najbardziej finezyjne i wyszukane. Z kolei Krzysztof Herdzin jako jeden z nielicznych artystów z powodzeniem łączy działalność na polu muzyki klasycznej i jazzowej, filmowej oraz pop. Jest pianistą, aranżerem, dyrygentem. Jest autorem nagrodzonej Oscarem orkiestracji muzyki Jana A.P. Kaczmarka do filmu „Marzyciel” a także laureatem Fryderyka w kategorii jazzowy kompozytor/aranżer roku.

Batalion d’Amour – kontrakt w Niemczech i światowa premiera nowego albumu! - Fotografia Hektor Werios



Batalion d’Amour, zespół utożsamiany ze sceną rocka gotyckiego, podpisał właśnie kontrakt z niemiecką wytwórnią płytową Echozone! Wytwórnia jest częścią koncernu medialnego Bob – Media GmbH, który posiada w swoim katalogu m.in. takich artystów, jak: The Mission, Ikon, Wayne Hussey, czy Minerve. Zespół umieścił tą informację na swoim oficjalnym profilu na Facebooku - https://www.facebook.com/BataliondAmour/. Batalion d’Amour, działający w ostatnich latach głównie na polskim gruncie, wkracza na arenę międzynarodową z nowym materiałem, który będzie dostępny w sprzedaży na świecie już wkrótce. Singiel promujący nową płytę wraz z towarzyszącym mu wideoklipem ukaże się już 23 września i będzie dostępny w sprzedaży w formie cyfrowej. Premiera nowego albumu „Fenix” planowana jest na listopad tego roku. W Polsce album będzie dystrybuowany przez firmę Sonic Records, która jest wyłącznym dystrybutorem Adele w Polsce. Jak zdradza wokalistka zespołu - Karolina Andrzejewska, nowy materiał powstał przy współpracy z wieloma uznanymi artystami. Na płycie pojawia się gościnnie John Porter, a także Tomasz Grochola, wokalista zespołu Agressiva 69, jak i wielu innych doświadczonych muzyków, co z pewnością jest niemałą niespodzianką dla fanów Batalion d’Amour.

Polski zespół z szansą na międzynarodowy sukces - dystrybucją ich płyty zajął się dystrybutor Adele na Polskę!

Batalion d’Amour, działający w ostatnich latach głównie na polskim gruncie, wkracza na arenę międzynarodową z nowym materiałem, który będzie dostępny w sprzedaży na świecie już wkrótce. Singiel promujący nową płytę wraz z towarzyszącym mu wideoklipem ukaże się już 23 września i będzie dostępny w sprzedaży w formie cyfrowej. Premiera nowego albumu planowana jest na listopad tego roku. W Polsce album będzie dystrybuowany przez firmę Sonic Records, która jest wyłącznym dystrybutorem Adele w Polsce. Jak zdradza wokalistka zespołu - Karolina Andrzejewska, nowy materiał powstał przy współpracy z wieloma uznanymi artystami, co z pewnością będzie niemałą niespodzianką dla fanów zespołu. Posłuchajcie próbki twórczości zespołu Batalion d’Amour:

Szymon Hamela :: piątek, 26, sierpień 2016 - Batalion d'Amour jak Red Storm - wyda ich niemieckie Echozone

Na swoje kolejne wydawnictwo Batalion d'Amour każe czekać już od 11 lat, ale skoro czasu upłynęło co niemiara, to i przy wyczekiwanej premierze nowego krążka zrobią takie bum, że jeszcze długo będzie się unosić po nim echo. Przedstawiciele gotyckiej sceny podpisali właśnie kontrakt z niemiecką wytwórnią Echozone. Nowy album grupy jesienią tego roku. Zdaje się, że niemiecka wytwórnia w ostatnim czasie wzięła pod lupę krajową scenę ciężkiego grania, bowiem już przed rokiem informowaliśmy, że jego nakładem ukaże się krążek Red Storm - nowej, międzynarodowej formacji Agnieszki Leśnej (ex Desdemona). Teraz do wydawniczej stajni Echozone dołącza kolejny band z Polski - Batalion d'Amour, a że to nie żadne plotki, lecz przypieczętowane fakty, to na temat wydawnictwa znamy już kilka szczegółów. Singiel promujący wydawnictwo światło dzienne ujrzy 23 września - jednocześnie do sieci trafi jego wideoklip. Będzie on także dostępny w sprzedaży w formie cyfrowej. Nie w formie cyfrowej, lecz namacalnej i nie singiel, lecz cały album Batalion d'Amour na sklepowe półki ma trafić w listopadzie. Zaznaczmy: na sklepowe półki całego świata. Na półki w Polsce za sprawą dystrybucji Sonic Records (co to? Wyłączny dystrybutor Adele nad Wisłą). - Nowy materiał powstał przy współpracy z wieloma uznanymi artystami, co z pewnością będzie niemałą niespodzianką dla fanów zespołu - mówi wokalistka Karolina Andrzejewska. - Szczegóły na razie owiane są tajemnicą - dodaje. Z biegiem czasu poznamy ich więcej. Najpóźniej za miesiąc, gdy ukaże się wideoklip do promującego wydawnictwo singla. Ostatni teledysk grupy opublikowano przed rokiem, lecz nie do utworu nowego, lecz promującego wydawnictwo sprzed 11 lat - "Niya". Batalion d'Amour powstał w 1989 roku. Pierwsze studyjne wydawnictwo grupy światło dzienne ujrzało 9 lat później, od tej pory przez kilka kolejnych lat następne krążki wypuszczali taśmowo: w 1998 roku debiutancki "Labirynt Zdarzeń", w 1999 roku "Dotyk Iluzji", w 2000 roku "55 Minutes of Love", a w 2001 roku "W Teatrze Snów". W tym samym roku mikrofon Batalion d'Amour przejęła obecna wokalistka Karolina Andrzejewska. Razem z nią Batalion d'Amour wypuścił w eter jeden materiał - wydane w 2005 roku "Niya".

Skoczów: sukces zespołu Batalion d’Amour. Kontrakt z wielką wytwórnią i nowy album

Batalion d’Amour, zespół ze Skoczowa utożsamiany ze sceną rocka gotyckiego, podpisał właśnie kontrakt z niemiecką wytwórnią płytową Echozone! Wytwórnia jest częścią koncernu medialnego Bob – Media GmbH, który posiada w swoim katalogu m.in. takich artystów, jak: The Mission, Ikon, Wayne Hussey, czy Minerve. Batalion d’Amour, działający w ostatnich latach głównie na polskim gruncie, wkracza na arenę międzynarodową z nowym materiałem, który będzie dostępny w sprzedaży na świecie już wkrótce. Singiel promujący nową płytę wraz z towarzyszącym mu wideoklipem ukaże się już 23 września i będzie dostępny w sprzedaży w formie cyfrowej. Premiera nowego albumu planowana jest na listopad tego roku. W Polsce album będzie dystrybuowany przez firmę Sonic Records, która jest wyłącznym dystrybutorem Adele w Polsce. Jak zdradza wokalistka zespołu - Karolina Andrzejewska, nowy materiał powstał przy współpracy z wieloma uznanymi artystami, co z pewnością będzie niemałą niespodzianką dla fanów zespołu. Szczegóły na razie owiane są tajemnicą. Batalion d’Amour (w skrócie BDA) to polski zespół rockowy założony w 1989 roku w Skoczowie. Obecny skład zespołu to: Karolina Andrzejewska (wokal, słowa), Piotr Grzesik (bas, wokal), Robert Kolud (gitary), Mariusz „Pajdo” Pająk (perkusja) oraz Mirosław Zając (klawisze). Od początku działalności grupa inspirowała się rockiem gotyckim i dark wave, co znalazło swoje odzwierciedlenie w muzyce zespołu i sprawiło, że BDA stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów gotyckich w Polsce. Niemniej jednak zespół nigdy nie trzymał się sztywno jednej stylistyki. W trakcie swojej muzycznej działalności Batalion d’Amour poszukiwał inspiracji w różnych stylach muzycznych, w tym w rock-metalu i rocku progresywnym, głównie ze względu na wpływ muzyków będących przez lata częścią zespołu. W 2001 roku Karolina Andrzejewska, absolwentka Szkoły Wokalno-Aktorskiej w Krakowie, 9-letnia uczennica Studium Baletowego w Krakowie, zwyciężczyni i laureatka wielu konkursów wokalnych, dołączyła do zespołu jako wokalistka oraz autorka tekstów i linii melodycznych. Od tego czasu muzyka BDA stała się połączeniem złożonych linii wokalnych i art rocka, przy zachowaniu elementów rocka gotyckiego i progresywnego. Kolejnym charakterystycznym elementem twórczości zespołu jest umieszczanie własnych opracowań utworów Depeche Mode na swoich albumach. 

HERETIQUE - Fotografia Hektor Werios

zdjęcia do teledysku - Hektor Werios  Photo and Directed by Hektor Werios

Ostatnimi czasy Via Nocturna rozwija swoje żagle, czego przykładem jest obecność zespołu Heretique w katalogu wytwórnini, którego najnowsze dzieło De Non Existentia Dei jest świadectwem piekielnie (nie)dobrego połączenia death i black metalu. Warto się nad nim pochylić, o czym macie okazję przeczytać w mojej recenzji. Tymczasem skontaktowałem się ze Strzygą, który opowiedział mi znacznie więcej o tzw. „zapleczu” najnowszego krążka, lecz nie tylko o nim…Witaj Strzyga! Na wstępie zapytam, jak się czujesz jako „stary wyga” polskiej sceny metalowej? Nie uszło z Ciebie powietrze i nie zraziłeś się do grania muzyki „diabelskiej” i zdecydowanie „mało komercyjnej”? Cześć! No z tym starym wygą to trochę przesadziłeś. Ja bym powiedział raczej… „Młody Wilk”(śmiech). Może zwiódł Cię mój spuchnięty od bimbru ryj i siwe włosy – zapewniam Cię, że to tylko złudzenie. Ale prawda jest taka, że nie zamierzam rezygnować z tego, co jako jedna z nielicznych rzeczy przynosi mi satysfakcję (w moim zapchlonym żywocie). Może to i banalne i mało skromne, ale mam takie wrażenie, że bycie częścią kolektywu jakim jest band; dzielenie z nimi dech na scenie to jedyna rzecz, która sprawia, że czuję się spełniony. Nowy rok rozpocząłeś z Heretique w iście mistrzowskim stylu. Nowy album De non existentia Dei posiada niepokojący feeling, mocne kompozycje w postaci ciężkiego black/death metalowego łomotu. Jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz swe najnowsze dzieło? Nie wiem co mam rozumieć przez pojęcie „niepokojący feeling”; na razie nikt nie popuścił ekskrementów podczas słuchania, przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo (śmiech). A tak na poważnie – ciężko mi to oceniać. Jak wałkujesz ciągle ten sam materiał, to po którymś tam razie staje się on dla Ciebie bezpłciowy. Przynajmniej ja tak mam. Poza tym są osoby, które stricte się zajmują ocenieniem i chyba im tą kwestię pozostawię. Pierwsze informacje o nagraniu ścieżek na nowy krążek pochodziły z kwietnia zeszłego roku. Czemu tak długo zwlekaliście z rejestracją całego materiału? Nie chcieliśmy sobie narzucać jakichkolwiek ram czasowych, żeby nie robić nic na siłę; i ten fakt można przedstawić jako główny powód. Kolejny to nasze prace, które niejednokrotnie kolidują z czasem przeznaczonym na muzykowanie. O tym, kto się opierdalał przy nabijaniu tracków przez grzeczność nie wspomnę (śmiech). Poza tym dość sporo czasu pochłonął nam mastering – przez co brzmienie na De Non… jest naprawdę dopieszczone i fakt ten nie ulega wątpliwości. Jak ktoś się będzie chciał przyjebać to na pewno nie do brzmienia. Postawiliście na produkcję w różnych studiach nagraniowych. Bębny były rejestrowane w No Fear pod czujnym uchem Krzysztofa Leona Lenarda, wokale w Czyściec Studio Nihila, a gitary u Piotra Nowaka w Młyn Studio. Opowiedz o zdarzeniach związanych z pracą z tymi realizatorami? W ”No Fear” i „Czyśćcu” nabiliśmy jedynie tracki (perkusja i wokale). Cała reszta była rzeźbiona u Piotrka w „Młynie” i zajęła praktycznie 6/8 całkowitego czasu poświęconego na rejestrację naszych utworów. Stało się tak, ze względu na brak sprzętu do nagrywania bębnów i wokali. „No Fear” znamy już dobrze z poprzednich realizacji więc nie zastanawiając się długo wybraliśmy Leona do nabicia bębnów. Jeśli chodzi zaś o kwestię wokali to nagrałem je podczas dwóch enigmatycznych sesji u Nihila w „Czyśćcu”. Ot cała historia. [Heretique 2016 cd] Obróbka dźwięku została wykonana przez Piotrka w Młynie. Czy jego osoba wpłynęła na to jak brzmi dziś Non existentia Dei? Oczywiście że tak! Piotrek Nowak nie tylko zajął się masteringiem, ale stał się przede wszystkim producentem De Non… Gitarzyści przy nabijaniu ścieżek dostali potężny wpierdol; tam nie było miętkiej gry; Piotrek przejechał nimi po podłodze i wykręcił ich jak szmaty. Często też służył radą, niejednokrotnie proponując zmiany w aranżu którejś z gitar (czasami były to zaledwie małe smaczki – ale za to jak dodały kunsztu riffom). Tak naprawdę to On jest „szarą eminencją” tej płyty. Peter (Gitara) przesiadywał tam długie miesiące łamiąc palce na solówkach, a jego wątroba nabrzmiała do wielkości arbuza (śmiech). Na najnowszym krążku słychać, że klasyczny wymiar death metalowego wyziewu był dla Was główną inspiracją, ale chciałbym zapytać o From the Black Soil, który osadzony jest już w black metalu. Skąd pomysł na taki nagły zwrot akcji? Numer ten lirycznie odbiega tematyką od pozostałych, to też celowo „zakotwiczyliśmy” w nim nuty Black Metalu. Chcieliśmy, żeby od początku do końca odbiorca miał świadomość, że jest on o czymś innym, nawet jeśli nie ma przed oczami tekstu. I jak widać pomysł ten się sprawdził. W odróżnieniu od pozostałych utworów From The Black Soil jest związany z tematyką Śląska; opowiada o jego wzlotach i upadkach; o bratobójczych bitwach; jest pieśnią, którą napisałem pod wpływem szargających mną potężnych emocji; jest to też wyraz szacunku dla moich przodków. Myślę, że forma Black Metalu akurat najlepiej ukształtowała strukturę tego utworu. Zawsze klęczę jak gramy ten numer na żywo. Jak w ogóle przychodzą inspiracje do tworzenia w Heretique? Siedzicie z instrumentami po ciemku w garażu, czy sali prób? Organizujecie jam session i nagrywacie swoje improwizacje? Bywa i tak. Czasem ktoś przyniesie pomysł, który potem jest wspólnie obrabiany, łączony z innym, mielony, łamany. Zdarza się się też tak, że Strzyga przyniesie gotowy numer i go tam pitoli kalecznie chłopakom (bo grać nie umie); oni stwierdzają, że jest chujowy i mam wypierdalać, a suma sumarum i tak go potem gramy (śmiech) – patrz utwór Dimension. Tak, że – taka sytuacja. Nakręciliście świetny klip do utworu Dimension. Czemu akurat on został wybrany? Poprzednie dwa klipy nakręciliśmy do szybkich, dynamicznych utworów. Tym razem chcieliśmy stonować nastrój, przyciemnić światło, zwolnić tempo. Dodatkowym bodźcem, który ułatwił nam wybór był pomysł Hektora (reżysera), który zaproponował nagrywanie z elementami slow – motion. Obraz zrealizowaliście z ogromnym rozmachem. Wszystko wyszło bardzo profesjonalnie. Aktorzy, który odegrali swe role spisali się znakomicie. Kto odpowiada za zrealizowanie tego projektu? Realizacją video do utworu Dimension zajął się Hektor Werios, któremu z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować, za to, że odwalił kawał świetnej roboty. Chłop naprawdę ma „łeb na karku”, bezlik pomysłów i zajebiste podejście do tego, co robi. Generalnie bardzo fajna przygoda. Co prawda nad ranem – pod koniec zdjęć wszyscy chodzili jak zombie, ale i tak bardzo miło wspominam tamten wypad; a kondycję podrasowaliśmy czterdziestoprocentowym sokiem, dzięki czemu aktorzy i statyści dzielnie znosili niską temperaturę i dali z siebie wszystko – wielki ukłon dla Nich! Poza ciekawą scenerią umila oko pewna naga niewiasta. Jakie musiała spełniać kryteria, by zakwalifikować się do ścisłego finału i wreszcie wystąpić w teledysku? (śmiech) Tą kwestią zajął się Hektor. Generalnie wyglądało to w ten sposób, że koleżanka odezwała się na naszego facebooka, po czym przekierowaliśmy ją do Hektora po dokładne informacje i wskazówki. Tak naprawdę do końca nie wiedzieliśmy kto jaką kwestię będzie odgrywać, dlatego nie ustalaliśmy żadnych kryteriów i nie bawiliśmy się w żadne castingi. Zaskoczył nas fakt, że w ogóle był jakikolwiek odzew na nasze ogłoszenie (ku naszej uciesze ofkors). [Heretique clip 2] Gdzie chcielibyście zajść, co osiągnąć z Heretique? Kurczę, muszę przyznać, że jest to dobre pytanie… obecnie ścieramy się z naszą szarą rzeczywistością, więc nasze cele skupiają się przede wszystkim na niedalekiej przyszłości. Na chwilę obecną chcemy dobrze wypromować nasz nowy materiał, a najlepiej promuje się materiał grając sztuki. De non existentia Dei to w wolnym tłumaczeniu nieistnienie Boga. Bóg jako postać fikcyjna już z zasady nie może istnieć – Wy jednak poczuliście potrzebę podkreślenia tej teorii. Do kogo kierujecie te słowa? Słowa te kierujemy do każdego. Skoro „słowo boże” jest kierowane do wszystkich to i „słowo świeckie” też może. Słowa te skierowane są i do ludzi „naszego pokroju” – po to aby nie poczuli się osamotnieni w swoich tezach i poglądach; jak i dla tzw. „wiernych” – min po to, żeby zatrzymali się na chwilę w swoim ślepym (świętym) galopie, odłożyli krucyfiks, odłożyli różaniec, modlitewnik i choć przez moment zastanowili się nad formułami, które tak codziennie klepią z pamięci(nad ich sensem); żeby choć przez chwil kilka zaczęli je analizować; żeby czasem poczytali też inne książki… ale z drugiej strony nikogo na siłę nie zamierzamy przekonywać. Tytuł Waszej nowej płyty De non existentia Dei łudząco przypomina dzieło filozofa Kazimierza Łuszczyńskiego, który w XVII wieku stworzył koncepcję społeczeństwa bezklasowego. Opowiedz o tej postaci, czemu stała się ona aż tak ważna dla Twojego zespołu, że postanowiłeś poświęcić jej najnowszy album? Płyta De non … nie tyle łudząco przypomina, co w rzeczy samej jest hołdem złożonym Kazimierzowi Łyszczyńskiemu – pierwszemu polskiemu Herytykowi. Pomimo faktu, że XVII wieczna Polska nosiła miano państwa wolnego od stosów, został on publicznie osądzony, skazany na śmierć i w końcu stracony – za to, że był ateistą. Spod jego pióra wyszedł właśnie traktat De non existentia Dei, który niestety (w oryginale i jako jedyny egzemplarz) został zniszczony przez kościół (to tak w wielkim skrócie). Powiem więcej: tekst naszego sztandarowego numeru, o tym samym tytule to ( przełożony na język angielski) fragment tegoż właśnie traktatu, który uchował się w Bibliotece Kórnickiej. Ogólnie jest to bardzo ciekawa historia, która ukazuje hipokryzję kościoła i dla tego chcieliśmy ją ukazać światu. Ten filozof popełnił pierwszy polski traktat filozoficzny, prezentujący rzeczywistość z perspektywy dialogu wierzącego z ateistą. Według niego koronnym argumentem na rzecz ludzkiego pochodzenia religii była obecność wielu sekt i grup religijnych. Został on skazany na wyrok śmierci za ateizm. Dziś pomimo, iż mamy XXI wiek osoby wyrażające poglądy antyreligijne są piętnowane. Czy wyobrażasz sobie, że singiel Heretique mógłby być puszczony w oficjalnym radiu? Nie tworzymy muzyki z tą myślą, żeby leciała ona w komercyjnych rozgłośniach. Z resztą pokaż mi , która komercyjna stacja puszcza w biały dzień takie kawałki – w tej kwestii jesteśmy realistami. Myślę, że dla ludzi „tego dziwnego pokroju” Metal jest bardzo nieczytelny i nie mają oni zielonego pojęcia, jaki przekaz mamy na celu. Dla nich po prostu jesteśmy „szatanistami” z długimi kudłami, którzy będą się za swoje grzechy smażyć w piekle. Ja z tego błędnego myślenia nie zamierzam nikogo wyprowadzać; bo czy będę drzeć ryja o wojnie, czy będę drzeć ryja o szatanie, czy o jego nie istnieniu – to im to różnicy nie zrobi. Tak czy siak, jak będą chcieli to mnie oplują. Kawałki z nowego krążka posiadają ogromny potencjał koncertowy. Poza death i black metalem słyszę u Was dużo groove i taki styl znakomicie sprawdza się na koncertach. Czy macie w planach szerzenie herezji na żywca? Oczywiście!!! Moim zdaniem cała siła kapeli tkwi w napierdalaniu na lajfie. Wtedy tak naprawdę widać jaki zespół ma potencjał; bo – nie oszukujmy się – w dobie dzisiejszej techniki materiał studyjny to sobie może każdy nagrać i dopieścić. [Heretique live] Poza działalnością muzyczną związany jesteś z festiwalem Niech Cisza Milczy. W tym roku szykuje się już piąta edycja festu. Jakich zespołów możemy się spodziewać w tym roku? Fakt. W sumie główne skrzypce gra Bocian (Spatial) i to on o wszystkim decyduje – jak Prezes (śmiech); ja pełnię jedną z pobocznych funkcji. Dlatego też nie będę wyskakiwać prze szereg i tylko co mogę: to polecić śledzenie „festiwalowego facebooka”, gdzie sukcesywnie jest aktualizowany line-up. Dzięki za wywiad. Na koniec proszę o kilka słów dla czytelników Kvlt Magazine. Również dziękuję za chęć przeprowadzenia konwersacji z tak mało interesującą osobą jak ja…Pozdrawiam wszystkich i zapraszam na koncerty Heretique!

Do góry